Coś dziwnego się
dzieje. Zastanawiam się, czy napisać. Moje serce się wyrywa i
błaga mnie o napisanie do Niego choć kilku prostych słów, na
przykład „Kocham Cię” lub „Dobranoc”. W zasadzie mogłoby
to być cokolwiek. Jakkolwiek dać o sobie znać. Jednak nie chcę
się narzucać. Pewnie w tym momencie w coś gra, a gra jest ważna.
Ważniejsza niż ja. Mogłam się tego domyślić już na samym
początku. Nie jestem do niczego potrzebna. Jestem tylko takim sobie
dodatkiem o średniej urodzie. W zasadzie, to mogłoby mnie nie być.
Chociaż, jakby pomyśleć to jestem tylko tak jakby mnie nie było.
Czy to moja wina? Być może. Ale ja (jak to ja) wolę myśleć, że
to jego wina. Bo niby czemu nie? Nie czuję się najlepiej. Jestem
opanowana przez jakieś niespotykane dotychczas uczucie. Boli mnie
głowa, słabo mi, mam mroczki przez oczami, tracę kontakt z
rzeczywistością. Może to przez stres. Może po prostu zostałam
sama. Niby z ludźmi a jednak sama. Dlaczego „po prostu”? To
przecież nie jest takie proste. Zmieniłam miasto, w którym spędzam
całe dnie, zmieniałam ludzi wokół siebie, zmieniłam prawie
wszystko. A może to wszystko samo się zmieniło? Może nie byłam
potrzebna do tej zmiany i stała się ona poza moją świadomością?
Tak też może być.
Znowu spojrzałam na
ekran, gdzie wciąż widnieje moja ostatnia wiadomość. Od niego
żadnego odzewu. Zrobiłam coś nie tak? To dlatego jestem tak
traktowana? Może to ja Go tak traktuje, dlatego otrzymuje to samo?
Nie wiem. Wiem, że jedyne, czego teraz potrzebuje, to wsparcie.
Potrzebuję osoby, która zawsze będzie w pogotowiu. Mam na myśli
inną osobę, niż moja mama. Osobę w mniej więcej w moim wieku,
która może mieć podobne rozterki do moich. Ale niestety nie mam
nikogo takiego. Znaczy, teoretycznie, mam Jego, ale czuję, że
każdego dnia coraz bardziej się od siebie oddalamy. Mam wrażenie,
że stajemy się coraz bardziej sztuczni i monotonni. Czuję…
jakbyśmy nic już nie czuli. A przynajmniej ja nic nie czuję. Mam
taka zupełną pustkę wewnątrz siebie. Zupełne nic. Czarna dziura.
Wszystko wyparowało.
Czy to możliwe
wypalić się po miesiącu związku? Czy to trochę nie za wcześnie?
To uczucie było niczym erupcja wulkanu, który był uważany za
nieaktywny, aż pewnego dnia wybucha z tak wielką siłą, że
przykrywa lawą i popiołami okoliczne miasto. Dokładnie tak.
Pojawiło się nagle. Teraz chyba zaczynam dostrzegać straty.
Czyżbym znowu straciła serce? To zabawne, że czuję, że je
posiadam, tylko wtedy gdy ktoś je łamie, bądź- co gorsza- wyrywa
je wprost z mego wnętrza.
Chcę płakać. Chcę
się rozpłakać jak malutkie dziecko. Nie wiem czemu.
Chyba po prostu
kocham.